IV. To nie oni. Oni nie żyją.
???, ??? W mojej głowie wszystko to nie miało sensu. Dlaczego ktoś miałby to robić? Czy czymś zawiniłem? Cykl nie miał końca. Nieskończona i potworna rzeź, przyozdobiona ich ciałami. Dlaczego to widziałem? Nie było mnie tam, nikt mi o tym nie opowiedział, a jednak, cierpię. Pewnego dnia przyszedł do mnie mężczyzna. Byłem sam w domu, wszyscy pracowali podczas gdy ja uczyłem się rozmontowywać i składać w kółko broń palną. To nie jestem ja! To jestem ja? Podmienili mnie czy ich?! Czym w takim razie jest prawda?! Oddychałem głośno, krztusiłem się czystym powietrzem. To nie tak powinno być. Przyszedł mężczyzna, myśl Ota, myśl! Co było potem? J-ja… ja wpuściłem go. Czy się przedstawił? Nie, nie przypominam sobie. A może jednak? Jego usta… ruszały się. Coś mówił! Co mówił, Ota? Co on do cholery mówił?! Uderzyłem otwartą dłonią w swoje czoło tak, że został czerwony ślad. Co. On. Powiedział. Ota . ...