VI. Obusieczna obojętność
Annabeth, Montreal Cisza była bolesna niczym świeżo-wypolerowane ostrze wbite prosto w brzuch. Nie mogłam normalnie patrzeć na ludzi dookoła mnie, byłam przewrażliwiona. Zwróciłam uwagę na szklankę napełnioną do połowy whisky. Zatapiałam smutki? Nie, tłumiłam gniew. Odsunięto mnie od sprawy ze względu na powiązania rodzinne, jednak ja wiedziałam, że to mnie nie powstrzyma. Nikt inny nie zająłby się tym lepiej niż ja, nie wymierzył odpowiedniej kary. Siedziałam w barze, dochodziła godzina 23, jednak stwierdziłam że posiedzę trochę dłużej, bo i tak nie miałam po co wracać do domu. Dałam ciała. Popełniłam błędy, jako człowiek i matka. Nie wspierałam jej w chwilach, kiedy potrzebowała pomocy. Ze zmarszczonymi brwiami wpatrywałam się w bardzo jasny ekran mojego telefonu. Dostałam od niej dwie wiadomości prze...